piątek, 27 stycznia 2017

Kosmetyki naturalne i ogród bez chemii. Niezastąpione szare mydło

Muszę się przyznać - głupia jestem po prostu. Do tej pory kupowałam co sezon do mycia doniczek ogrodowe mydło potasowe, płacąc za nie fortunę - ok. 10-13 zł za pół litra. A dzisiaj, w internecie, przypadkiem, szukając informacji o paprociach, znalazłam odkrywczą - jak dla mnie - informację - mydło potasowe to zwykłe, dobrze nam znane i naszym babciom, i prababciom… szare mydło, bez żadnych dodatków, tzw. naturalne. Może być w kostce albo w płynie. I - co ważne, kosztuje około 5 razy mniej. W dodatku nie trzeba czekać, aż zacznie się sezon ogrodowy, bo dostępne jest cały rok w niemal wszystkich małych i dużych sklepach z kosmetykami.
No dobrze, zakładam, że nie tylko ja zdziwiłam się tą informacją (potwierdziłam dla pewności w różnych źródłach). Jeszcze bardziej zaskoczyła mnie wielość zastosowań tego prostego mydła, w domu, kosmetyce, ogrodzie.
I tak, najpopularniejsze, a co najważniejsze, sprawdzone, sposoby wykorzystania naturalnego mydła (czyli po prostu mydła potasowego).

*** W domu:
- doskonały odplamiacz - stosujemy, jak każdy inny tego typu środek - trzemy porządnie zabrudzone miejsce i czekamy, aż zacznie działać. Trzeba jednak czasem uzbroić się w cierpliwość, bo to środek naturalny, na efekt możemy poczekać i godzinę, a nawet więcej. Ja nie czekam. Nakładam na tkaninę na ok. godzinę i dodatkowo moczę całą noc w mydlanym roztworze w misce (starte na tarce wióry rozpuszczam w dobrze ciepłej wodzie i wkładam daną rzecz. Dozowanie - "na oko")
- hipoalergiczny środek piorący, nawet dla małych dzieci - wystarczy stosować je starte na tarce, zamiast proszku albo mydło w płynie, zamiast płynu do prania. Jeśli pierzemy w pralce i mamy tylko mydło w kostce, rozpuszczone w gorącej wodzie, wlewamy od razu do bębna. Ja mam mydło w większym baniaku w płynie i wlewam do pojemnika na środek piorący, mniej więcej dwie nakrętki (ok. 150 ml) na całe pranie. Minus - nie pachnie i nie zmiękcza tkaniny, ale od tego są specyfiki do płukania
- szampon do włosów - jako kosmetyk ma działanie lekko wysuszające i przeciwzapalne, łagodzące podrażnienia, dlatego polecany jest przede wszystkim do bardzo wrażliwej skóry i tłustych włosów. Jak przy myciu włosów każdym mydłem, po spłukaniu będą tępe i matowe, dlatego trzeba je zakwasić - ja stosuję moje ulubione płukanki octowe - pisałam o nich tutaj, ale wystarczy na koniec spłukać włosy łyżką octu jabłkowego albo soku z cytryny rozpuszczonymi w litrze wody i gotowe, włosy staną się miękkie, błyszczące i jakby o większej objętości
- środek do higieny intymnej - jak pisałam, ma działanie przeciwzapalne, ściągające, antyalergiczne - pomaga w walce z wrażliwą skórą, łagodzi stany zapalne (nie zastąpi leku, jeśli ten jest konieczny), lekko ściąga i goi drobne podrażnienia czy otarcia
- no i oczywiście, jako tradycyjne mydło - tu jednak bym uważała, bo przy codziennym stosowaniu, choć nie wywołuje alergii i ma wiele zalet działających dobroczynnie na skórę, o czym pisałam wyżej, niestety potrafi nieco ją wysuszać. Panaceum jest stosowanie balsamu czy oliwki do ciała po kąpieli

***W ogrodzie:
- zwalcza grzyby - roztwór ok. 50 ml szarego mydła w 10 l wody doskonale poradzi sobie z grzybami np. przy myciu doniczek po sezonie. Ja zawsze myję tak donice do wysiewu nasion, które są bardzo wrażliwe "na obcych". Często zwiększam dawkę mydła, doniczkom to nie zaszkodzi, bo i tak je płuczemy potem wodą, a mam pewność, że wytłukłam niepotrzebnych lokatorów. Tak samo działa na grzyby na roślinach w ogrodzie - tutaj jednak trzeba uważać na stężenie. Producenci polecają 10-100 ml na 10 l wody, w zależności od wielkości zarazy, z jaką walczymy. Im bardziej zaawansowane stadium np. szarej pleśni czy mączniaka, tym dłużej będziemy się z nią użerać. Trzeba też uważać, by roślin nie poparzyć, dlatego lepiej na jednej najpierw sprawdzić, jak zadziała. Dobre jest połączenie go z wyciągiem z czosnku, który dodatkowo ma działanie antybakteryjne i odstrasza niektóre szkodniki. Jak przy wszystkich naturalnych metodach jest jedno "ale" - działają do pierwszego deszczu, potem się zmywają z roślin i często oprysk należy powtarzać, zwłaszcza jeśli grzyby nie dały za wygraną. Podobno dobrze jest dodać go do także, zamiast do roztworu z czosnku, do gnojówki z pokrzyw czy innych ziół, w zależności od przeznaczenia, wtedy ma również działanie wzmacniające i odżywcze dla roślin. O gnojówkach wiele wam, niestety, nie napiszę, bo nigdy ich nie robiłam. Zamiast nich stosuję szybsze w robieniu i nie tak śmierdzące napary albo wywary. Też świetnie się sprawdzają
- niszczy mszyce, przędziorki, wełnowce, niektóre larwy - roztwór, jak wyżej. Może być z czosnkiem albo gnojówką, wywarem czy naparem z przydatnej w danej sytuacji rośliny np. pokrzywy (pomocna zawsze), rumianku, skrzypu, mleczu (wzmocni działanie biobójcze, zwłaszcza na mszycach). Tutaj jednak nie musimy się wykazywać aż taką cierpliwością w czekaniu na efekty, jak w przypadku zwalczania uporczywych grzybów. Do zniszczenia szkodników (tylko te o miękkiej skórze, bez pancerza) wystarczy jeden dzień bez opadów

Co najważniejsze, szare mydło trudno jest przedawkować. Nie szkodzi zwierzętom ani owadom. Nie poparzy nam rąk, nie spowoduje uczulenia. I - co najważniejsze - kosztuje przysłowiowy grosik, w porównaniu do ekologicznych czy chemicznych odpowiedników ogrodniczych czy kosmetycznych.

PS. W pierwszej wersji tego posta napisałam, że mydłem szarym tradycyjnym jest Biały Jeleń. Dziękuję internautkom za czujność i natychmiastową reakcję, że to nie jest mydło potasowe! Niestety, już nie. Przed wojną, owszem, był on potasowy, ale teraz jest sodowy, tak jak Biały Wielbłąd i inne rodzime szare mydła. Potasowe są za to marsylskie, ale te robione tradycyjną metodą, bo podróbek coraz więcej na rynku. Choć nie są tak atrakcyjne cenowo, jak polskie jelenie czy wielbłądy, nadal uważam, że się opłaca, szczególnie nie mając do mycia jakiejś wielkiej, na przemysłową skalę, ilości doniczek czy narzędzi ogrodniczych. Przede wszystkim - nie trzeba kupować specjalnie do nich mydła, u mnie po sezonie zawsze go zostaje, wystarczy skubnąć sobie to, które już mamy w łazience.

4 komentarze:

  1. Szare mydło jest super. Jak chcesz takie, które nie wysusza to możesz kupić marsylskie zawiera dodatkowo nieco niezmydlonej oliwy. Ja stosuję płynne mydło lniane. Doskonale czyści narzędzia ogrodowe, donice itp. ale także ruszty grilla i inne mocno zabrudzone powierzchnie. Jest skoncentrowane, więc nawet małą butelka starcza na bardzo długo.
    A wiesz że z dawnego PRLowskiego Białego Jelenia, które było rzeczywiście marką popularnego potasowego szarego mydła pozostała już tylko nazwa? Teraz to mydło produkuje inna firma i to już nie jest mydło potasowe tylko sodowe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj, Ago. Bardzo dziękuję za cenne informacje. Wszędzie w necie za mydło tradycyjne szare uchodził Biały Jeleń, ale może rzeczywiście masz rację, że ten jeleń z dawnych czasów. Mydło marsylskie - rzeczywiście, fajny pomysł, chociaż ostatnio używam do mycia kosmetyków dziecięcych - zwykłych mydeł w płynie i olejków natłuszczających do kąpieli, mają wspólną cechę - nie zawierają mydła :) i nie wysuszają. Jednak na co dzień do mycia rąk, a myję je często mając zwierzaki w domui duży ogród, potrzebuję czegoś co jednak myje skuteczniej i mydło marsylskie byłoby ok. Nie pomyślałam, że przecież bazą jest dobroczynna oliwa. Zaintrygowałaś mnie jednak mydłem lnianym - gdzie Ty je kupujesz, bo ja go nie widziałam...

      Usuń
    2. Cześć,
      Dzięki za kompendium wiedzy.
      A mydło lniane - koncentrat widziałam w Castoramie

      Usuń
  2. Bardzo dziękuję za uwagi o Białym Jeleniu, rzeczywiście, potasowe to ono było przed wojną. Już zmieniłam w poście, by nie mącić niewtajemniczonym w głowach. Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń